Strona MaGazynieRa ... i jego rodziny
  • Strona główna

Sponsor

Nawigacja

 
MGR, czw., 2009/07/16 - 11:21

Padła szybka decyzja co do wyjazdu - bilety są, ale trzeba się szybko decydować. Głębokie spojrzenie na stan konta, zezwolenie (niechętne) Naczelnych Władz i decyzja - jedziem.

Zbliża się godzina "0" a tu Olga dostaje wysokiej temperatury, która nijak nie chce zejść. Jechać, nie jechać.  Innych objawów nie ma ... więc jednak decyduję się jechać.

Zapowiedzi pogodowe kiepskie - deszcze z zamianą na deszcze. Nic to - twardym trza być a nie mientkim.

Zbiórka ustalona na 7:00 przy autostradzie.

Jedziemy - zasadniczo jest fajnie ... można oglądać roboty drogowe za trochę ponad 3 PLN / szt. (czyt. rodzime, płatne autostrady).

Jeszcze gorzej jest już za autostradą - ale ma się poprawić w 2012 (okaże się !!).

Przejeżdżamy granicę i tempomat na 140 km/h. Bujamy się tak parę godzin - w sumie nic ciekawego, pogoda zmienna (co nie ułatwia jazdy), nawi odmóżdża - więc oglądamy widoki i furki za szybą. Z ciekawych furek to tylko 1 porsche (fotka może będzie - prawda Jarek ?).

Po 9 h dojeżdżamy na miejsce - nawi prowadzi dokładnie pod dom. I tu doznajemy szoku - pani która nas obsługuje to polka ... jest cool.

Wypakowujemy się i idziemy w miasto:

Cochem Cochem Cochem

Wieczorem do łóżek - w końcu niedziela będzie długa.

Niedziela rano - niemieckie śniadanie i wyjazd. Obieramy trasę 'od dołu' przez wiochy i wioseczki - ma być bliżej na trybunę, gdzie mamy miejsca. Okazuje się to genialnym pomysłem, ruch na drodze żaden, drogi - choć wąskie, to bez dziur czy nierówności (uczcie się drogowcy - uczcie). A na miejscu typowy niemiecki ordnung- przechwytują nas na drodze i kierują na miejsca ... wszystko jak w zegarku i z niemiecką precyzją. Zostawiamy furę, bierzemy sprzęt i idziemy. I tu wychodzi jak trafiony był pomysł z przyjazdem od dołu - wszystko zapchane samochodami, które próbują się dostać na parkingi (trudno to nawet nazwać korkiem ;)).

Pogoda 'taka se' - w każdej chwili może zacząć ostro padać (ale jesteśmy przygotowani - peleryny w pogotowiu). Idziemy szukać naszych miejsc a w tle ryk silników (to formula BMW) - po chwili jesteśmy. Rozstawiamy sprzęt: statywy, aparaty ... i peleryny a w powietrzu ryk silników.

Po jakimś czasie zaczyna się GP2. Jest super - ryk maszyn odbija się od mokrego toru co potęguje doznania (choć IMHO nic nie pobije ryku Mercedes-Benz SL 63 AMG z 6,2 litrowym silnikiem V8 o mocy 525 KM - z pustym wydechem ;)).

Robimy pierwsze fotki i bawimy się dobrze a na trybunach jeszcze wiele wolnych miejsc.

GP2 GP2 GP2

Nie jest to F1, więc i bolidy są różne ... jak i kierowcy a mokry tor daje dodatkowe efekty na naszym zakręcie. Porównując do późniejszego wyścigu F1 widać różnicę w 'jakości' jazdy - tu wjazd w zakręt jest naprawdę różny - często zdażają się wyrzucenia z optymalnej trasy (zakręt jest naprawdę trudny). Ciekawe czy używanie dopalaczy jest dozwolone ;)

GP2 GP2 GP2

Po zakończeniu GP2 czas na dalsze atrakcje - Porsche Cup. Chłopaki mówią, że tu nie będzie litości - przepychanki są na porządku dziennym (hle hle ... nic z tego - jeździli grzecznie aż miło). Widać, że to zupełnie inne maszyny od bolidów i inne siły są tu istotne. Tor robi się coraz bardziej suchy i pogoda się poprawia (dobrze dla nas ... źle dla atrakcji w czasie F1).

Porsche Cup Porsche Cup Porsche Cup

Wyścig się kończy i powoli zbliża się godzina "0".

Ale najpierw czas na "love parade" jak to określają chłopaki. Jak widać - część kierowców ma to w nosie i siedzą w furach zamiast się 'lansować' ;( (m.in. Kubica).

Love parade Love parade Love parade

A chwilę później rys historyczny wyścigów w wersji gwiazdy ze Stuttgartu

Mercedesy Mercedesy

Ludzie zapełniają wszystkie miejsca, atmosfera robi się coraz lepsza, napięcie rośnie. Bolidy F1 co chwila przejeżdżają koło nas - spalają paliwo (np. maclareny parę kółek zrobiły). Widzimy jak na końcu prostej ustawiają się do startu. Po chwili tor pustoszeje i zaczyna się okrążenie rozgrzewkowe. Adrenalina !!

No i poszli

F1 F1 F1

Już po chwili odrywają się bolidy GP Brown i Red Bull, choć i Ferrari nie odpuszcza. Kubica daleko.

F1 F1 F1

Trochę na torze się dzieje, ten wyprzedza tamtego, tamten broni się przed innym (ale kto jest kto, do diaska ?! i dlaczego jedyną różnicą jest kolor kasku ;)) ... a Hamilton sprawdza jak się jeździ na końcu stawki :D

Pierwsze zjazdy do pitstopu - z naszego miejsca widać jak się uwijają a widać też jak ogromne jest przyspieszenie tych maszyn - wystarczy chwila i z kilkudziesięciu km/h (pit stop) robi się ponad 200 km/h.

F1 F1

Kubica różnie ... przez jakiś czas nawet w pierwszej 10. A potem jest coraz gorzej. Przez parę okrążeń broni się przed Heidfeldem, ale i tak nie daje rady. Nawet załapujemy się na stłuczkę (Räikkönen odpada).

F1 F1 F1

Jeszcze trochę okrążeń ... i meta. Webber rządzi !!

F1 F1

Zwijamy się. I tu wyższość niemieckiej organizacji. Wydawać by się mogło, że 'zakwitniemy' na parę godzin na parkingu (doświadczenia z polskiej organizacji koncertu U2, gdzie ponad 2h zajął wyjazd z parkingu) ... ale gdzie tam ... po kilkunastu minutach jesteśmy na drodze i powoli ... coraz szybciej oddalamy się od toru. Wszędzie pełno policji, nie kierują ruchem - nie ma takiej potrzeby - blokują tylko boczne ulice żeby nikt nie zakłócał swobodnego rozjeżdżania się z toru - działa to idealnie. Jedziemy dowolnym pasem - cała droga zarezerwowana jest na wyjazd (dziwne uczucie jechać ponad 90 km/h lewym pasem ;)). Po kilkunastu kilometrach pachołki nakazują jazdę tylko prawym pasem, ale ruch już się 'rozszedł' i jedzie się normalnie (czyt. płynnie).

Wracamy do Cochem i oczywiście wypad na miasto - czas coś zjeść. Włóczymy się po 'city' w poszukiwaniu sensownego miejsca na posiłek.W końcu trafiamy do włoskiej knajpy gdzieś na uboczu - jest fajnie urządzona i ceny nas nie zabiją. Robimy też wieczorny, fotograficzny wypad na stok.

Cochem Cochem Cochem

Czas wracać - śniadanie, rozliczanie za nocleg i małe zakupy w sklepie. Droga przyjemniejsza - nie pada (poza jednym wyjątkiem gdzieś po drodze). Na tempomacie 140 km/h i tego się trzymamy - spalanie akceptowalne, czas przyjazdu też.

Dojeżdżamy do Polski i czas zawalczyć z polską, smutną, drogową rzeczywistością ... czyli w jednym słowie - makabra. Walczymy z tirami i przyczepami kempingowymi - byle do autostrady. A na autostradzie też nie lepiej ... (roboty drogowe za drobną opłatą). Jesteśmy na miejscu - szybkie rozwiezienie ferajny i jestem w domu.

Podsumowanie: ~1900 km, średnie spalanie: 8,6 l/100, średnia prędkość 99 km/h ... no i kupa frajdy.

 

Dla chętnych - pełna relacja fotograficzna.

(P.S. Chłopaki - dawać swoje zdjęcia i filmy !!)

»

Szukaj

GoogleADS

MGR ™ Wszelkie prawa zastrzeżone. Publikowanie możliwe tylko za zgodą autora.